POŻEGNANIE Z PLANKTONEM

Wiadomo, że prawdziwe mistrzostwa rozpoczynają się od ćwierćfinałów. Najpierw, przez dwa tygodnie hasają halabardnicy z drugiego planu. Eliminacje to Ich czas. W piłce nożnej, tak jak w teatrze, potrzeba tła, żeby mistrzowie mogli błyszczeć.

W polityce pogardliwie nazywani są planktonem. Służą wyłącznie głosowaniu i oklaskom za efektowne solówki liderów. Pożegnaliśmy więc plankton, żarty się skończyły. Teraz już będzie futbol prawdziwy. Po tych co odjechali pozostaną jednak miłe wspomnienia.

Irlandczycy, którzy wyglądają dokładnie tak jak drużyna rugby z połowy zeszłego wieku, przywieźli ze sobą nauczycieli wartości humanistycznych sportu. Trochę wstydziliśmy się za siebie, że już nie umiemy tak kibicować jak Ajrisze. Tak oklaskiwano prawdziwy sport w prawdziwych latach początku futbolu sprzed stu laty…

Nasi grali też inaczej niż świat, za to rozbudzili ducha narodowego lekko przygasłego w ostatnich latach. To też wielka wartość. Mieliśmy także próbę naszej dawnej gościnności. No i pod tym względem było nadzwyczajnie. W Gdańsku spotykałem Hiszpanów, którzy po 10 dniach w Trójmieście powiedzieli wprost – to ich najlepsze wakacje od wielu lat.

Do gier o medale przeszli ci co powinni, ale też przemknęły się dwie drużyny, które miały szczęście: Czesi i Grecy. Dlatego, że trafili na jeszcze słabszych od siebie. Za cztery lata planktonu będzie dużo więcej, bo możni tego piłkarskiego świata zdecydowali, że zagra prawie cała Europa, 24 zespoły. No, po to żeby każdy mógł poprawić swoje narodowe ego.
Trwa ładowanie komentarzy...